Odpowiedz 
Street Fighter 2010
19-03-2010, 02:13 30 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-03-2010 02:24 15 przez PegazusMaster.)
Post: #1
Street Fighter 2010
Przedstawiam grę dla mnie kultową. Jest to gra, która jak widać obrazuje przyszłość dla nas rok obecny. Historia tyczy się świata, w którym wszystko zostało zamienione za sprawą plazmy w mutanty natomiast sama gra z przedrostkiem FINAL FIGHT wskazuje, że ta gra ma być zwieńczeniem wszystkich walk ze StreetFightera z poprzednich odsłon, ale w tym wypadku ostatnią. Grafika wygląda jakby była wzięta z horroru i przypomina momentami prace Gigera, który stworzył dekoracje do filmu Alien. Początkowo gramy na ziemi w dużych miastach wg. mnie wygląda to przepięknie potem odwiedzamy inne planety o różnorodnych cechach np: planeta roślin, wodna, piaskowa, oraz dziwną stację kosmiczną z cyber-bio elementami.


Rozgrywka przypomina megamana (strzelanie z ręki) skrzyżowanego z ninja gaiden (łażenie po ścianach) dodatkowo mamy salta, oraz speciały jak pole siłowe i cięcie przy salcie. Na poziomach rozmieszczone są w powietrzu kapsuły, które trzeba zestrzelić. Wewnątrz znajdują się małe pakunki z mocą, która zwiększają zasięg broni. Obrażenia powodują, że zasięg maleje. Celem gry jest pokonywanie celów "TARGET". Pokonywanie celów daje nam energię, która otwiera portale przenoszące nas w inne miejsca planet. Portal otwiera się na krótko i trzeba go znaleźć po wygraniu poziomu co będzie się odznaczać wyjącym alarmem wtedy właśnie należy odnaleźć wyjście czyli biały portal. Główny boss planety daje nam tyle energii, że jesteśmy w stanie wyruszyć na większą odległość (kolejne planety)
Gra jest wyjątkowo trudna przeciwnicy są zróżnicowani od latających mutantów po zmutowanych gladiatorów czasem są to wielkie bestie zdające się być żywymi el. plansz. Gra ogólnie ma muzykę bardzo charakterystyczną, która również zasługuje na uwagę i trzeba przyznać, że pasuje do poziomów gry. Kilka utworów zapada w pamięć. Polecam zagrać w tę grę i samemu ocenić.

Osobiście przeszedłem tę grę dziesiątki razy. Jest to jedna z tych gier, które praktycznie znam na pamięć a i tak chętnie do nich wracam.

[Obrazek: Street_Fighter_2010_NES_ScreenShot1.jpg]
[Obrazek: StreetFighter2010_%2815%29.gif]
[Obrazek: 458047-streetfighter2010_005_large.png]
[Obrazek: 2230215470_66f741697a_o.jpg]




+Piękna grafika w mrocznym stylu
+Bardzo duża trudność
+Pomysły na przeciwników, oraz poziomy. (Zdarzają się przeciwnicy, którzy są poziomami do gry, po których łazimy oraz różnorodni mniejsi wrogowie w pięknych lokacjach i sceneriach jak piaskowe wodospady, futurystyczne miasta)
+Ciekawe dodatki do zdobycia jak specjalne uderzenie przy salcie, oraz osłona, oraz ciekawe ataki podstawowe jak serie z karabina, oraz kopanie co powoduje rotacyjne ataki pociskami.
+Sam pomysł na przebieg gry.


-Jak na moje to chyba fakt, że większość przeciwników nie ma żadnego fizycznego kontaktu z planszą.

9+/10



Garść rad ode mnie, bo większość ludzi i tak się nie domyśla co można robić w tej grze, a ja wszystko odkryłem w końcu chyba nie ma człowieka na świecie, który grał w to więcej razy ode mnie (!)


Przytrzymując strzałkę w bok i strzał w trakcie stąpania po ziemi wywołujemy kopanie.
Podskok i strzałka w tył wywołują salto w powietrzu.
Przycisk skoku i strzałka w bok przy ścianach w trakcie skoku powodują chwytanie się ich krawędzi (można łapać się wszystkich !!!)
Podskakując i naciskając strzałkę w dół i atak wykonujemy kopniak.
Osłona dodatkowa do zebrania powoduje, że jesteśmy chronieni za naszymi plecami.
Wzmocnienie salta powoduje, że wykonanie salta rani dodatkowo wrogów.

Teraz najważniejsze - salto w powietrzu powoduje, że w momencie jego wykonania jesteśmy nietykalni - to jest swoisty unik i atak.
Przy salcie można się odwrócić głową w dół i wykonać atak w powietrzu w kierunku dołu.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
07-08-2010, 22:09 30
Post: #2
RE: Street Fighter 2010
Rzeczywiście gra bardzo dobra choć pod względem rozgrywki nie wszystkim przypadnie do gustu. Jest bardzo wymagająca i trudna, to takie pegasusowe K2 do zdobycia.
Rady Smaka są bardzo przydatne. Od razu przypomina mi się dzieciństwo i to ciągłe "k**wianie" raz po raz gdy tracilem życia jedno za drugim. Byłem niecierpliwym graczem i chciałem od razu ukończyć całą grę. Później gdzieś w 7 klasie podstawówki dotarłem do takiego piaskowego etapu za tym bossem -wielkim okiem (screenshot), które ledwo co udało mi się przejść....
[Obrazek: StreetFighter2010-TheFinalFight-Pla.png]
..i w piaskowym etapie za tym bossem ze screena utknąłem. Być może doszedłbym dalej ale musiałem wtedy iść do kościoła (to my parents...why???) i od tamtej pory już w SF2010 nie zagrałem.
Gra do dziś mi się podoba choć moją ulubioną nie jest. Denerwujący może być w niej postępujący scrolling ekranu w kilku etapach... Jednak klimatu odmówić jej nie można, ma w sobie to coś co sprawia że człowiek chce do niej wrócić.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
22-08-2010, 22:28 39
Post: #3
RE: Street Fighter 2010
Bardzo fajna gra!Jak zacznę w nią grać to naprawdę nie mogę się oderwać!:jupi:
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
13-05-2014, 18:57 22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-05-2014 19:02 24 przez PEGASUS.)
Post: #4
RE: Street Fighter 2010
Podchodziłem do tej gry nieco sceptycznie. Długo nie mogłem zrozumieć sposobu poruszania się głównym bohaterem. Na pierwszy rzut oka można by rzec, że to zwykły, nie wyróżniający się niczym platformer, ale muszę przyznać... trochę czasu mi zajęło nauczenie się wykonywania ataków specjalnych, jak i przyzwyczajenie się do dość krótkich, natomiast bardzo intensywnych pojedynków. Nie miałem tej gry w dzieciństwie i bardzo żałuję. :| Teraz, grając w nią na emulatorze, naprawdę spodobało mi się to futurystyczne spojrzenie na świat w Street Fighterze 2010. Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała to przechodzenie przez ten portal do innego wymiaru. Moim zdaniem było to marnowanie naszego gameplayu, gdyż po co zjawiać się czasami w miejscu, w którym nie ma żadnych przeciwników, zawsze można powiedzieć tak - żeby chwilę odpocząć od upierdliwych bossów i zmiennokształtnych poziomów - no, ale twórcy mogliby chociaż dawać tam jakieś szanse na zdobycie cennych bonusów np. możliwość uzupełnienia życia. Uwierzcie mi, na pewno nie jednemu z Was brakowało trochę życia prawie po każdej stoczonej walce (czyt. rundzie), a już szczególnie po wyeliminowaniu Targetu. Ten portal aż się prosi, żeby napakować go hordą mini-przeciwników, wszystko oczywiście na czas. :diabeł: Z bossami tutaj nie jest wcale najgorzej, podoba mi się odejście w tej grze od typowo Mega Man'owego stylu "walki w ciasnej klatce". Daje to dużo satysfakcji, kiedy możemy sprytnie wykorzystywać otaczające nas bariery oraz zdolności naszego bohatera do np. chwytania się ścian. Najbardziej mi się podoba taktyka na tego znikającego przeciwnika w rundzie z podziemnym wulkanem / jaskinią. Wystarczy nazbierać trochę power up'ów przed walką z bossem, a potem wdrapać się na ścianę i dzięki tej metodzie unikniemy jego podziemno-ognistych ataków. B) Aczkolwiek działa to też w drugą stronę, bo walka na piaszczystych wydmach nie daje za dużo swobody do atakowania tamtejszego Targetu... :P
Wrócę jeszcze na chwilę do tego, jak pierwotnie postrzegałem tą grę. Otóż pierwszy raz gdy w to grałem, miałem bardzo duże problemy zarówno z limitem czasowym, a także z atakowaniem przeciwników (Targetów), którzy zaskakiwali mnie tak samo jak pojawiający się po ich pokonaniu, chyba na 9 sek. otwarty portal. Traktowałem to zjawisko jako pośpieszny pociąg i mówiłem: "No, chyba zaraz mój pociąg mi odjedzie". Czasami nie mogłem go po prostu odnaleźć, a przeciwnicy którzy nadal się pojawiali, pomimo ubicia bossa, też mi tego nie ułatwiali. Korzystałem wtedy z save'ów i mogłem zachowywać ulepszenia, ale teraz widzę prawdziwą grywalność jaką ta gra ma po straceniu wszystkich naszych broni, a ostatnia plansza to kwintesencja tego, co poniektórzy mają w zwyczaju nazywać "hardkorem". Cieszy mnie przejście tej gry i jedyne czego zazdroszczę to to, że autor tego wątku wymasterował ten tytuł do perfekcji, skoro napisał że przeszedł go już tyle razy. Też chciałbym umieć przechodzić bezbłędnie Street Fightera 2010, i dlatego szkoda, że nie miałem do czynienia z nim w dzieciństwie, bo jest to naprawdę fajny i wciągający tytuł. Kosmiczne dekoracje poziomów, jak i też odpowiednio dobrana muzyka, nadająca szczególnie cutscenom atmosferę pełną dramaturgii i niepokoju, doskonale oddaje klimat tej gry, która swoją drogą... nawiązuje do futurystycznego świata z 2010 roku! :O Czasem sama rozgrywka a nie jakieś zbędne, dodatkowe bajery; może zapewnić nam zabawę na długie godziny. I to bardzo cenię, dlatego ten tytuł dostanie ode mnie zasłużone:

10/10
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
14-05-2014, 01:13 17 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-05-2014 01:40 43 przez PegazusMaster.)
Post: #5
RE: Street Fighter 2010
@UP: Dzięki za ten pełen ciekawych uwag komentarz na temat tego arcydzieła.



Gra jest arcydziełem. Muzyka i design plansz podchodzi pod sztukę, ale że tak uważam to każdy wie.

+Model rozgrywki jest mega oryginalny i innowacyjny. Ten model sprawia, że przechodząc to po raz 50ty gra nie jest w stanie się znudzić.

+Grafika tworzy niesamowita opowieść poprzez cały układ planet, a każda planeta tworzy niesamowitą spójną i oryginalną całość.

+Brak monotonii jeśli chodzi o przeciwników i plansze. Przeciwnicy są zespojeni z lokacjami co daje niesamowite wrażenia. Identycznie spojona z akcją jest muzyka. Gra jest zrealizowana z chirurgiczną precyzją.

+Plansze totalnie zaskakują swoją pomysłowością i wymaganiami tutaj nie ma monotonii co chwila gwarantowany opad szczęki. Bywa, że chodzimy po planszach, które stanowią ciało przeciwników, z którymi przyjdzie nam walczyć. To jest totalny odjazd jeśli chodzi o fantazję w wykonaniu.

+Wielka fantazyjność, różnorodność i rozmach plansz i wymagań jakie każda stawia (cele) Momentami walki z bossami są niesamowite i zaskakujące od starć na wielkich arenach tworzących złożone tory przeszkód, na których walczymy z inteligentnymi bossami, aż po walki u podnóża piaskowego wodospadu czy gigantycznej skorupy , z której wyrastają wielkie stworzenia, które chcą nas wciągnąć do środka. Fantazja na wykonanie bossów jest po prostu powalająca/oszałamiająca. To nie tylko brzmi dobrze, ale jest zrealizowane do perfekcji. Bije pod tym względem wszystkie platformery na nesa.


+Fabuła, klimat i zakończenie na wielki plus.

+Jeszcze raz muzyka. Istne arcydzieło, które dotyka duszy. Muzyka jest pełna dramaturgii, wirtuozerii , smutku. To wręcz czuć w trakcie gry.

+Nes oferuje dwa przyciski prócz kierunkowych służące do ataku i skoku mimo to postać w tej grze ma gigantyczny wachlarz ruchów, które może wykonać. Niesamowita satysfakcja z zadawanych ataków/uników, oraz zwiększania mocy postaci. Walka w tej grze daje gigantyczną frajdę po opanowaniu bijącą pod względem frajdy I SWOBODY inne gry na nesa.

+Gra jest bardzo trudna. Opanowywanie jej wymaga ćwiczenia skuteczności używania dostępnych rodzajów ataków, oraz poznania słabych punktów przeciwników. Walka jest bardzo emocjonująca. Bardzo często walczymy na wielkich arenach scrollowanych, po których można uciekać przed inteligentnymi bossami / przeciwnikami zamiast wykuwać na blachę schematu wrogów jak to ma miejsce w innych grach w tym tytule obserwujemy teren i wykorzystujemy go do ucieczek i uników, oraz ataków. Walka za każdym razem może wyglądać inaczej zależnie od lokacji.

+W tej grze widać na każdym kroku tonę inspiracji największymi klasykami kina s-f.

MINUSY:
-BRAK


20/10 druga gra obok SUPER SPY HUNTER, którą z czystym sumieniem uważam za arcydzieło ponad innymi arcydziełami na nesa.

Ten tytuł ukończyłem ponad 50 razy. Walki z bossami i przeciwnikami wymasterowałem i uważam, że przy każdym graniu te walki wyglądają inaczej i potrafią zaskakiwać nadal mimo, że grałem w to już tak wiele razy.

p.s. Na Avatarze mam twarz postaci z tej gry.

Odlot bomba z d.upy tromba.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
17-05-2014, 06:49 13
Post: #6
RE: Street Fighter 2010
Gra jest w porządku, jest to dosyć rozbudowany platformer. Przeszkadza mi w tej grze to, że nie można kucać. Druga niewygodna rzecz to kuszenie bez dotknięcia niszczycielskiego działa, co lata po planszy na przykład. To nadaje sztuczność rozgrywce, widać, że jak działo jest w danej pozycji, to na pewno od niego skuszę, będąc w określonym miejscu, nawet go nie dotykając. Wolę, gdy da się wczuć w grę na bardziej realistycznych zasadach, a nie zastanawiać się "jaki screen da mi gra", gdy zrobię określony ruch.
W portalach były ulepszenia broni i byli wrogowie, ci wrogowie byli w taki sposób "dostarczani", że przypomniała mi się walka z pszczołami w ulu z Power Blade 1. Widzę jednak, w czym rzecz w tym wyobrażeniu sytuacji z wrogami w portalu, lepiej wyglądałoby coś w stylu ogromu wrogów z Heart of Darkness.
Z tym poruszaniem się nieschematycznym wrogów trudno się zgodzić w stu procentach, w walce z rośliną wiadomo jest, gdzie wejść i atakować, jednego z bossów można na "kamikaze" pokonać, pierwszy boss nieschematycznie chyba się porusza. Z tym innym wyglądem rozgrywki za każdym razem to myślałam, że polega to na tym, że jak przejdę poprzednią rundę w określony sposób, to kolejna runda będzie inaczej wyglądać zależnie od tego, jak się przeszło rundę poprzednią. Myślałam, że np. jak przejdę w określony sposób walkę z wrogiem w rundzie, to inaczej będzie się zachowywał boss w rundzie kolejnej. Gra jednak jest taka, jak widać. Sprawy bossów nie przesądzam, bo dotarłam tyko do oka pokazanego kilka postów wyżej, wydaje się, że wiadomo, jak je przejść, ale tej precyzji w skakaniu na platformy brakuje najczęściej.
Nie podobają mi się ponadto niektóre rundy, są takim jakby niepotrzebnym dokładaniem kolejnych rund, żeby się liczyła ilość rund, przy pozostaniu przy jakości na zwyczajnym poziomie. W tych nielubianych przeze mnie rundach mam taką strategię, że poruszam się tylko w poziomie po jednej platformie, mimo, że runda jest rozległa, i atakuję wrogów. Z zalet to dobrze jest, że atak podczas podskoku nie ma opcji auto-fire, jakby była ta opcja, to byłoby za łatwo. O grafice nie wiem, co sądzić, niektórzy wrogowie są przesadnie fantazyjni, coś w tym sensie, jak tęcze i jednorożce, nie będę jednak przesądzać pomysłów na drobnych wrogów na podstawie paru plansz.
Podobają mi się, i to bardzo, rundy, gdzie wróg porusza się po całej planszy, według mnie powinni twórcy zamiast skupiać się na ilości rund i długości gry, zrobić grę, w której wszyscy bossowie poruszają się po całej planszy. Ewentualnie zrobić nową grę, gdzie w każdej rundzie główny wróg może się poruszać po całej rozległej rundzie.
Trochę ciekawi mnie ostatnia runda, z recenzji video AVGN widziałam, że jest strasznie trudna, jednak skoro oka nie przeszłam, to jeszcze nie czas, by liczyć na przejście tej rundy. Na szczęście są nieskończone kontynuacje i mogę sobie pozwolić na zapisy (Master Fighter na przykład uczciwie przeszłam bez zapisów, trenując musiałam przechodzić za każdym razem poprzednie, wytrenowane poziomy, w Street Fighter 2010 natomiast czeka na mnie zapis w rundzie przy oku).
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
17-05-2014, 14:06 39 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-05-2014 14:13 37 przez PegazusMaster. Powód: Drobne poprawki)
Post: #7
RE: Street Fighter 2010
Brak kucania to nie jest problem ponieważ i tak w tej grze etapy są tak ogromne, że można zeskakiwać zawsze poziom niżej, a przeważnie ucieczka sprowadza się do skoku na wyższe platformy. Jeśli atakuje coś nas z kątów od tego są kopniaki (kombinacje ataków ze strzałkami)
Gra opiera się na swoich zasadach, ale najpierw trzeba się nauczyć posługiwania podstawowymi atakami czyli tych właśnie zasad.

Rundy, o których pisaliście z doładowaniami to są właśnie te wnętrza hyperdimensional tunnels. W tych etapach doładowujecie sobie energię, a jeśli potraficie dobrze unikać zebrania mocy możecie zyskać często dużą kulę z energią życia.

W trakcie wyskoku występuje kolejny rodzaj ataku. Ten atak ma moc wyższą od podstawowego ataku z ziemi, ale najciekawsze efekty wychodzą kiedy puszcza się go z salta atakując centralnie w dół w połączeniu z atakiem, który nazywam kosą (umocnione salto) + atak w dół można zadawać kosmiczne obrażenia bossom.



W większości rund bossowie i wrogowie ruszają się po całej planszy. Malutkie areny to wyjątek od reguły.

Boss z okiem to bardzo inteligentnie zrealizowany przeciwnik. Najlepsza rada to obserwujcie w jakiej kolejności spadają fragmenty błota, które tworzy słupki jeśli zasięg broni jest krótki.

Twórcy skupili się nie tylko na długości, ale na jakości plansz. W tłach są ręcznie rysowane elementy , a same elementy z których zbudowano etapy są zawsze unikatowe i się nie powtarzają nie licząc hyperdimensional tunnels.

Jeśli chodzi o to czy gra jest arcydziełem - w tym wypadku nie mam najmniejszych wątpliwości.

Odlot bomba z d.upy tromba.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
04-07-2014, 23:37 19
Post: #8
RE: Street Fighter 2010
Przeszłam i na końcu wcale nie było aż tak trudno, chyba po prostu AVGN nie miał auto-fire. Poszło szybciej, niż myślałam, przeszłam, gdy udało mi się do ostatniego bossa zachować wszystkie kropki energii. Sądzę, że jednak brak kucania to ciekawa odmiana w tej grze, ale, gdy była sytuacja, że sufit się obniżał, to brak czołgania się wyglądał strasznie nienaturalnie, nawet ja bym się schyliła w takiej sytuacji. Bycia we wnętrzu bossa nie odczułam jakoś, pewnie chodziło o to oko, na które zresztą znalazłam sposób - na słupie bardzo lekko naciskać przycisk w lewo, aż uda się sięgnąć oka, kamikaze, najlepiej na 5 kropkach energii, gdy oko się odłączy na lewy koniec planszy i co jakiś czas wskakiwać na słup na planszy drugi lub pierwszy z lewej, któryś jeden z tych. Bossowie niektórzy ciekawi, że też się nie przyjęli tak, jak Pokemony, też przypominają jakieś zwierzaki, rośliny. Dużo piachu, pułapka nawet była przy jednym bossie, ciekawe było, jak można było skoczyć wzwyż poza zasięg planszy, ekranu, czy jak to określić, tam się nie dało kusić, raz chyba nawet tam wydłużyło mi skok. Lawy, na którą można się wspinać nie uznałabym za coś, co można nazwać "nowymi rozwiązaniami w grze", ale za to pozytywnie podchodzę już do rund z niszczeniem określonej liczby wrogów na planszy, to jest coś, jakby strzelanka arcade bez punktów. Może jest to i trochę monotonne, ale z drugiej strony jakby nie było możliwości przejść tych rund z ograniczoną ilością manewrów, to pewnie bym narzekała, że gra jest za trudna. Dodam jeszcze, że była raz sytuacja, kiedy można było niszczyć wrogów, z których wypadały bonusy, i chyba ci wrogowie byli dostarczani w nieskończoność, jednak już tak w grze ustalono, że wrogowie nie dostarczają ulepszeń broni i koniec. Gra jest w porządku, być może będzie się do niej jeszcze wracać, a to z powodu typów wrogów, którzy jakoś myślę nie dają się zapamiętać: zgredziochy z pidżamach, które zamieniają się w bandaże? Coś z fragmentem modliszki, płetwiasty lis, ostryga. Jednak to się jeszcze okaże. Nie piszę, że mi się nie podobają. Bardzo pozytywnie odbieram motyw zapełnionej karczmy w tle walki z pierwszym bossem. Całe szczęście, że są nieskończone kontynuacje, inaczej gra nie dawałaby spokoju, jakby się mocno wciągnąć w granie.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09-02-2016, 04:27 27
Post: #9
RE: Street Fighter 2010
Tak wracając do tematu tej gry to zastanawiam się skąd się wzięła nazwa Street Fighter?? Przecież ta gra nie ma nic wspólnego z serią, ani uniwersum się nie zgadza, ani czasy w których dzieje się akcja gry. Nawet klimat i styl walki nie ten. Mimo całej fajności i całkiem przyzwoitej grywalności SF2K10 wygląda to jak jakaś podróba oryginalnego Street Fightera, futurystyczna pseudoplatformowa bosso-survivalo-nawalanka która udaje że ma coś wspólnego z beat-upowym kultowym Street Fighterem. A wspólnego ma tylko tyle że główny bohater ma na imię Ken. W sumie to tyle wspólnego co i z grą Barbie, gdzie chłopak Barbie tez miał na imię Ken.

Tytuł gry zatem wzięty całkowicie z dupy choć sama w sobie gra ma potencjał. Tyle że powinna się inaczej nazywać.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-02-2016, 20:40 46 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-02-2016 20:41 46 przez PegazusMaster. Powód: Drobne poprawki)
Post: #10
RE: Street Fighter 2010
Napiszę tak jako, że to jest jedna z gier, którą ukończyłem najwięcej razy i ta liczba oscyluje gdzieś w granicach 70 razy. Uważam, że ta gra jest jednym z największych arcydzieł platformowych nesa, ale nie robi na mnie już tego wrażenia co kiedyś - za dużo razy to ukończyłem. Bardzo chciałbym zagrać w aż tak wizjonerską platformówkę z tak budzącymi zachwyt lokacjami współgrającymi z wizjami walk i muzyką, ale już mnie to nie spotkało (nie licząc serii megaman szczególnie megamanx1, oraz megamanx6) Myślę, że nadal tylko ta gierka jeśli chodzi o wizję lokacji robi niezły mind rollercoaster jeśli chodzi o nes.


Ta gra nie udaje żadnego beatemupa i nie miała udawać. Beatemupy cechują płaskie etapy z chodzeniem w prawo i walenie w zastepy nachodzących pod pięści wrogów. Tutaj się tak nie da. Nie jest pseudoplatformowa - występują tu platformy i cechy typowe dla platformerów. Jest 100% platformówką. Każdy platformer jest w jakiś sposób survivalowy - nawet w Mario mierzysz się z czasem czy to z natłokiem wrogów - podobnie jak w Contrze, w której akurat czasu nie masz, ale zastępy wrogów i sporo skakania platformowego.

Tytuł nie jest z dupy. Tytuł określa przyszłość - wizje przyszłości jeśli chodzi o walki w SF. Uliczny wojownik w przyszłości czyli SF2010 - gra powstała na początku 1990, a więc to było wykroczenie w przyszłość niedaleką tak jak w BLADE RUNNER.
Od początku rozgrywki przemierzamy ulice walcząc ulicznym wojownikiem w przyszłości nawet w pierwszej lokacji mamy fragment miasta stylistycznie zrobionego na bazie lokacji z filmu BLADE RUNNER - kolejne lokacje również są na planecie mocno ucywilizowanej. Gramy KENEM postacią z SF.


Ta gra jest platformerem strzelanym z punktu widzenia GRACZA , a z punktu wizji twórców - bijatyką w wizji w przyszłości, w której to walki są toczone za pomocą cyberplazmy, która zwiększa zasięg ataków - to jak przedłużenie ciosów zadawanych pięścią czy kopniakami co praktycznie zamienia grę w strzelaninę platformową i takie jest założenie od początku - platformer. Gra jest technicznie z punktu widzenia czasów obecnych i dawnych - platformerem strzelanym, a nie bijatyką co pozwoliło zaistnieć wielu nietypowym mniejszym wrogom na etapach jacy nie pojawili by się raczej na pewno w normalnym mordobiciu 1 vs 1, oraz dzięki motywowi z teleportacją pozwoliło dać ponieść wyobraźni twórców i przedstawić różnorodne lokacje kosmiczne I NIESAMOWITE starcia wykorzystując odważny pomysł na mechanikę walk i lokacje.
Gra ma za samą oryginalną rozgrywkę i dość nieszablonowe jak na nesa misje - ogromny punkt do grywalności i jakości rozgrywki.


Tyle. Dla mnie niezmiennie arcydzieło i wszystko co napisałeś jest nieprawdą.
p.s. KEN tu występuje, ale akcja toczy się dużo później o czym już pisałem stąd inna technika walki i dopisek do tytułu - zupełnie jasny dla ludzi grających w okresie premiery.



(13-05-2014 18:57 22)PEGASUS napisał(a): Zarajestruj się, klikając tutaj, by zobaczyć link.Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała to przechodzenie przez ten portal do innego wymiaru. Moim zdaniem było to marnowanie naszego gameplayu, gdyż po co zjawiać się czasami w miejscu, w którym nie ma żadnych przeciwników, zawsze można powiedzieć tak - żeby chwilę odpocząć od upierdliwych bossów i zmiennokształtnych poziomów - no, ale twórcy mogliby chociaż dawać tam jakieś szanse na zdobycie cennych bonusów np. możliwość uzupełnienia życia. Uwierzcie mi, na pewno nie jednemu z Was brakowało trochę życia prawie po każdej stoczonej walce (czyt. rundzie), a już szczególnie po wyeliminowaniu Targetu.


Man. Ten portal jest jedna z genialnych rzeczy w tej grze. To strefa pomiędzy rzeczywistością, a lokacją docelową. Rodzaj skrótu na drodze do kolejnego celu. Mocno psychodeliczne lokacje i jak napisałeś źródło bonusów, które czasem budzi nadzieję na podładowanie bohatera, a czasem jest co raz bardziej niebezpieczne i wątpliwe. W jednej z tego typu stref walczymy nawet z większym bossem. Ja polecam technikę ładowania kolejnych źródeł mocy do teleportu dopiero pod sam koniec czasu to wydłuża czas na atakowanie wrogów i zwykle wtedy dostajesz bonusa w postaci pewnej ilości hp.

Odlot bomba z d.upy tromba.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Kabuki Quantum Fighter Misiael 10 1,408 24-02-2016 18:29 40
Ostatni post: PegazusMaster
  Road fighter Mati 14 1,607 01-06-2014 20:30 22
Ostatni post: orlasek
  Master Fighter II PegazusMaster 4 671 16-05-2014 19:16 22
Ostatni post: Verteks

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości