Odpowiedz 
Requiem for Mercenary.
16-04-2013, 22:58 57
Post: #1
Requiem for Mercenary.
Co tu przedstawiam? Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta. Oto me pierwsze dzieło (fragment jego), zatutyłoło... z tytułem jak wyżej. No, a o kim i co to takiego, dowiecie się czytając to co poniżej. Podpowiem że fabuła zawiera postacie z pewnej gry na Pegasusa. I nie problem będzie znaleźć jaka. Jak możecie, to jak pewna osoba bardzo fajnie mówi (oby nie ®, bo kiepsko ze mną), komentujcież:

Pokój był mały, cichy, smętny, podobnie jak całe mieszkanie. Niektórzy powiedzą, że blok też można tak opisać, ale odnowiona klatka schodowa jednak upiększa trochę tą ocenę. Samo mieszkanie, otapetowane szarą masą, bez ozdób, telewizora bądź radia, budziło wątpliwośći, co do przeznaczenia. Tylko niepościelone łóżko, niepozmywane naczynia i wszechobecny brud oświadczały o obecności kogokolwiek. Brud i smród, od razu poznamy działalność człowieka właśnie po tym, razem z nieładem i niedbałością. Jednak leżący na szafce Colt 1911 sprawiał wrażenię położonego z uwagą. Może dzięki temu wszystkiemu panowała, jak to się mówi, cisza i spokój. Cisza w owym pokoju była jednak czymś zmącona.
56...57...58...
Przyspieszony oddech, poruszane ubranie, ciche liczenie. Jednak jeśli zignorować te odgłosy, panowała doskonała cisza. Tylko zza okna oddalony szum samochodów, i lodówka z zamknietej kuchni przypominały o istnieniu dźwięków. 62...63...64... Odliczanie było widocznie wolniejsze, a oddech szybszy. Drobinki kurzu zapewne unosiłyby się w strugach światła spomiędzy żaluzji, jednak niebo było zbyt pochmurne, ponure. Ale mieszkanie nie było oświetlane, dla kogoś ze sprawnymi oczami nie stanowiło to problemu. 84...85... Przerwa. Absolutna cisza, bez oddechu, liczenia i ubrań. Zamiast tego nowy dźwięk, z nowej strony. Ze schodów. Wolne kroki. Jakby niepewne, ostrożne. Tup. Tup. Coraz głośniej, bliżej. -Skrada się- pomyślała postać, ostrożnie wstając z podłogi, po cichu oddychając szeroko otworzonymi ustami, by łatwiej jej było nasłuchiwać. Piętro stąd, Nie było słychać dywaniku zaścielonego przez Brightona. Prawa ręka zacisnęła się na rękojeści, lewa, jakby kierowana instynktem, ustabilizowała prawą. -Powoli do drzwi, jakieś pół minuty jak będzie pod drzwiami- skradając się do korytarza, jednak wyraźnie umiejętniej, bezgłośnie, z wycelowanym w nie pistoletem. -Stój-. Kroki z korytarza były wyraźne, jak kroki kogoś, kto idzie za nami, a my go niewidzimy. Więc odgłos chodu jest jedynym sposobem lokalizacji. Jest pod drzwiami, napewno zgarbiony, bo się skrada. 3 Strzały, tu, tu i tu. Delikatne kliknięcie odbezpieczanej broni. Czas zmącić ciszę.

TRACH! TRACH TRACH! Jeden, a po nim dwa wystrzały. Postać schowała się za ścianą, klnąc w myśli. -Sukinkot zdąrzył się uchylić!-. PACH! Kula poszybowała w głąb mieszkania, tworząc czwartą dziurę w drzwiach. PACH! PACH! PACH! Dwie poleciały za poprzedniczką, jedna troche niżej łypnęła w ścianę naprzeciwko. Sądząc po dziurach, postać musi kucać, bo wystrzały są zbyt głośnie, by zeszła na schody. Więc jest PACH! kur#a, jest przy prawej stronie, za windą. TRACH! Postać wypaliła po szybkim wychyleniu się. Osoba przy windzie w jednej chwili rozpaczliwie jękneła, złapała się w trakcie upadku za przedziurawione płuco. Zaczynał ją właśnie łapać szok i przerażenie, gdy druga kula trafiła ją w głowę, wchodząc tuż obok nosa, a wychodząc górną czaszki.

Spokój i cisza. Jak one żałośnie i bezwstydnie wracają, w takich momentach. Nim postać zdąrzyła sprzątnąć ciało, zadzwonił w jej kuchni telefon. Powoli, zwlekając z jego odebraniem, podniosła słuchawkę po 5 dzwonkach.
- Burns!- rozmówca krzyknął - będziesz mieć towarzystwo!
- Wiem, skasowałem sukinkota przed chwilą. Muszę spadać Fox, zaraz zlecą się gliny- Spokojnym jak zawsze tonem odparł Burns.
- Ch#j z glinami stary. Tych Twoich sukinkotów jest trzech. Spadaj stamtąd, zaraz będą węszyć czemu ich kumpel nie wraca- Fox po chwili uswiadomił sobie, że nie powiedział wszystkiego, czego chciał. Jednak nie zdąrzył nic dodać.
- Wychodzę, będę dzwonił jak ogień przygaszę. nie wychylaj się- powtarzające się pikanie zastąpiło czyjekolwiek słowa.
- Kur#a, Burns. Tylko nie idź frontowymi drzwiami.- nieświadomie na głos, bądź mając nadzieję że to usłyszy, zakończył Fox
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości