Odpowiedz 
Little Nemo: The Dream Master
19-07-2010, 09:55 22
Post: #1
Little Nemo: The Dream Master
[Obrazek: nemoo.gif] [Obrazek: littlenemo01.jpg]

Historia tej niepozornej, choć wyjątkowej gry na NESa sięga początków XX wieku, a dokładniej - 15 września 1905 roku. Tego dnia, w amerykańskim dzienniku New York Herald ukazuje się pierwsza część stripowego komiksu zatytułowanego "Little Nemo in Sumberland". Jego twórca, Winsor McCay, nie wie jeszcze, że stworzył dzieło, które przełamie wszelkie kanony komiksu, wywróci na lewą stronę wszystkie zasady rządzące do tej pory obrazkową krainą, że przeszło sto lat po ukazaniu się jego dzieła wciąż inspirować będzie ono wielkich twórców komiksowych - Moebiusa, Neila Gaimana, Andreasa Martensa... Można śmiało stwierdzić, że Little Nemo wyprzedził swoje czasy o dobre 50 lat. Ujęta w surrealistycznej formie opowieść o podróżującym po krainie snów chłopczyku imieniem Nemo zadziwiała oryginalnym układem kadrów, paneli i dymków, nowatorskim zastosowaniem narracji, niesamowitym klimatem i szczegółową, żywcem wyjętą z głębokiego snu, kreską.

[Obrazek: 450pxlittlenemokingmorp.jpg]

Nic dziwnego, że stosunkowo szybko powstała ekranizacja przebojowej serii - w 1911 roku ukazała się 10-minutowa adaptacja jednego z epizodów. Jak można się spodziewać, animacja nie była najwyższych lotów, toteż na porządną adaptację malutki Nemo musiał zaczekać aż do 1989 roku, kiedy za animację wzięli się spece z Kraju Kwitnącej Wiśni. Wtedy to powstał film "Little Nemo: The Dream Master", zaś Japończycy, swoim zwyczajem sporo namieszali tak w kwestii fabuły, jak i designu postaci. Mimo to, udało się im utrzymać ducha oryginału - powstała piękna epicka baśń, na fali której Capcom stworzył także niżej recenzowaną grę.

[Obrazek: 220pxlittlenemowalkingb.jpg]

Co tu dużo mówić - gra jest wyjątkowa, tak samo zresztą, jak i komiks. Mały Nemo, ratując Króla Morfeusza, zmuszony jest przebyć osiem poziomów-snów, by w końcu zmierzyć się z bossami. Tu zastosowano pierwsze z wielu nowatorskich rozwiązań, charakterystycznych dla tej gry - bossowie miast oczekiwać na nas na końcu każdego poziomu, zgromadzili się na samym końcu gry.
Na każdym poziomie ukryto garść kluczy, które musimy pozbierać, by móc przejść dalej. Nie są one jakoś specjalnie trudne do znalezienia, ale czasem dostanie się do nich bywa dość problematyczne. Sytuacji nie ułatwiają przeciwnicy - dobrze zaprojektowani i zanimowani.
Mały Nemo samotnie nic by nie zdziałał, ale tu właśnie ukazuje się największy atut gry. Otóż w chwili, gdy spotkamy jedno z pokojowo nastawionych zwierzątek, jesteśmy w stanie obłaskawić je za pomocą cuksów i, w rezultacie, uzyskać od nich pomoc przejmując nad nimi kontrolę. Zwierzaków jest całkiem sporo i różnią się one m.in. ilością HP i umiejętnościami. Każde z nich ma swoje mocne i słabe strony - goryl potrafi się wspinać, używać pięści, ale niestety, nie toleruje wody. Żaba potrafi wybornie pływać, jednak porusza się niezwykle wolno. Mysz wspina się i jako jedyna dysponuje młotkiem zdolnym rozbijać ściany (i głowy przeciwników, jeśli zajdzie taka potrzeba), jednak kompletnie nie radzi sobie z wodą. Kret umie przekopywać się pod ziemią, ale nie potrafi skakać. I tak dalej, bo zwierzątek jest co najmniej drugie tyle. Jest to całkowicie unikalny, do tego świetnie zrealizowany pomysł - pomocnikom w każdej chwili można podziękować za współpracę, naciskając klawisz Select, co powoduje, że główny bohater wraca do swojej pierwotnej formy.

[Obrazek: 433pxlittlenemomoon.jpg]

O technikaliach nie ma co mówić - to przecież Capcom, a oni nie skrewili chyba nigdy. Grafika jest bajkowa, szczegółowa i po prostu piękna. to samo tyczy się muzyki - dźwiękowcy wycisnęli wszystko, co dało się wycisnąć z muzycznych możliwości NESa. Wszystko sprawia, że podróż po Slumberlandzie jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących przeżyć, jakich możemy doświadczyć grając na Pegazie.

Zarajestruj się, klikając tutaj, by zobaczyć link.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
07-08-2010, 22:00 02
Post: #2
RE: Little Nemo: The Dream Master
Misiael - świetny tekst o historii przygód Nemo!!

Gra zaiste piękna o niesamowitym baśniowym klimacie. Pamiętam że byłem nią oczarowany jak ją zobaczyłem pierwszy raz. Na poczatku nie mogłem się połapać o co chodzi z tymi zwierzątkami ale odkrylem że chodzi o ich usypianie i przejmowanie nad nimi kontroli. Były to czasy gdy o solucjach na necie nikt nie słyszał a i sam net był w powijakach. Ja uparcie zapoznawałem się ze światem gry który bardzo mnie wciągał.
[Obrazek: LittleNemo01.jpg]
Podobał mi się bardzo motyw że każde ujarzmiane zwierzątko miało inne umiejetności. Przykładowo goryl był dobry w walce wręcz i niezły we wspinaczce, pszczółka umiała latać (choć szybko się męczyła) i strzelać żądłem, krab ciachał szczypcami i zagrzebywał się w mule.
Najbardziej podobał mi się nocny etap z oceanem i to on najbardziej kojarzy mi się z Nemo jak o tej grze teraz pomyślę. Inne etapy tez były ciekawe ale najbardziej ujął mnie klimat tego właśnie levelu...
Aby ukończyć poziom trzeba było nieźle główkować i umiejętnie korzystać ze skilli usypianych zwierzaków. Niektóre poziomy były dość trudne, np. podróż ciuchcią albo niebieski etap z przedostatnim bossem (tam gdzie było pelno miotaczy). Najbardziej denerwujące było to że zabójczy dla naszego chłopczyka był kontakt z obecnymi dość licznie kolcami. Pełna energia nie dawała nadziei na przetrwanie, po kontakcie z kolcem zgon był natychmiastowy. Była to jedyna cecha która w tej grze doprowadzała mnie do szału. Wszystko inne było piękne, genialne tylko nie te kolce... dziś wspominam tą grę bardzo miło. Na konsoli docierałem kiedyś do ostatniego etapu (tuż przed finałowym bossem) ale nigdy nie wystarczało energii, żyć i cierpliwości by grę w pełni ukończyć. Udało sie dopiero jakieś dwa lata temu na emulatorze...
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
03-11-2013, 17:48 15
Post: #3
RE: Little Nemo: The Dream Master
Dobra muzyka - nieraz wzruszająca, nostalgiczna, magiczna - rodem z baśniowej krainy. Ciekawy pomysł z sięganiem po pomoc od zwierząt poprzez dokarmianie ich słodyczami. Uzyskuje się wtedy ich zdolności, bądź traktuje jako środek transportu (tylko błagam - bez porównań do Megamana). Na początku gra jest trudna, ale w rozsądnych granicach. Zapewniona jest nieskończona liczba kontynuacji. Jednak później zaczyna przesadnie doskwierać poziom trudności - najgorsze jest to, że bossowie nie mają konkretnej reakcji na odnoszenie obrażeń - nie wiadomo, czy ciosy bohatera są w ogóle skuteczne.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Master Chu and The Drunkard Hu ferret 0 106 15-02-2016 22:31 08
Ostatni post: ferret
  Kick Master Jaro 20 2,667 17-05-2014 17:53 28
Ostatni post: stanlej203
  Master Fighter II PegazusMaster 4 729 16-05-2014 20:16 22
Ostatni post: Verteks

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości