Odpowiedz 
Front Line
02-07-2010, 17:31 25
Post: #1
Front Line
[Obrazek: frontlinea.gif] [Obrazek: 422111.jpg]

Zwierzę się Wam z czegoś - uwielbiam serial "Pierwsza Miłość". Nie dlatego, że jest dobrze zrealizowany, ciekawy czy w jakiś sposób nowatorski - broń Perunie! Wręcz przeciwnie. Serial jest głupi, naciągany jak prezerwatywa wielokrotnego użytku i odmóżdżający - i to jest właśnie jego siła. Przewrotnie mógłbym stwierdzić, że jedni mają alkohol, inni marihuanę, a ja - "Pierwszą Miłość". Z każdym odcinkiem przekonuję się, jak bardzo zły może być tasiemcowy serial i jak daleko można zapuścić się w tajemnicze, niebezpieczne dla zdrowia psychicznego strefy absurdu. Telenowela, w której ojciec dziewczyny - wojskowy - atakuje szablą jej chłopaka, w którym nauczyciel salsy zostaje wielką więzienną szychą, w którym aktorzy w chamski i bezpośredni sposób reklamują Kucharka i telefoniczną sieć Heyah po prostu musi przykuwać uwagę. Zastanawiam się jaki mroczny geniusz był w stanie stworzyć taki serial i mam cichą nadzieję, że kiedyś będę miał szansę uścisnąć mu dłoń.
Podobnie rzecz ma się z grą Front Line - jest tak zła, że aż przykuwająca.

Pewnego razu kapitan Jones odnotował, że szeregowy Smith osiąga blisko 100% skuteczność w sprzedaży polis na życie żołnierzom US Army. Wezwał go do siebie i zapytał o sekret powodzenia.
- Melduję, panie kapitanie, idę do żołnierza i mówię tak: "Jak wykupisz tę
polisę, to w razie śmierci na polu walki rząd wypłaci Twoim spadkobiercom
$200.000. A jeżeli nie będziesz miał tej polisy, to rząd jest zobowiązany
wypłacić tylko $6.000. I jakmyślisz, kogo zatem najpierw wyślą w
najgorszy ogień?"


Zacznijmy od fabuły, a w zasadzie - jej braku. Tytuł gry sugeruje, że areną wydarzeń będzie jakiś konflikt militarny, jednak na dobrą sprawę nie bardzo wiemy jaki. Nie uświadczymy żadnego intra czy choćby ekranu tekstowego informującego nas, co i jak. Od razu po naciśnięciu przycisku "start" rzucani jesteśmy w wir walki.

Jednostka wojsk pancernych. Młodzi żołnierze stoja przy człgu, podchodzi do nich dowódca.
- Nazywam się kapitan Dyszel. Od dzisiaj jestem waszym dowódcą.
- Tak jest panie kapitanie!
- Żeby nie było niejasności - co jest najważniejsze w czołgu?
- Działo - mówi jeden.
- Nie, najważniejszy jest pancerz - rzuca drugi.
- Radiostacja jest najważniejsza - krzyczy trzeci.
- Bzdura,głupoty gadacie! Zapamiętajcie! Najważniejsze w czołgu, to nie pierdzieć!


Mechanika gry wygląda następująco - sterujemy panopkiem, który porusza się, jakby miał kij w wiadomej części ciała. Naszym zadaniem jest przeć naprzód, w kierunku głównej krawędzi ekranu. Droga jest tylko jedna i wygląda niczym jakiś tor w pierwszej z brzegu ścigałce, z ta różnicą, że po planszy przechadza się zgraja klonów naszego panopka, różniąca się od niego jedynie barwami maskującymi. Oprócz tego dróżkę porastają jakieś krzaczory, za którymi możemy schronić się przed ogniem wrażych jednostek, choć zupełnie nic to nie daje. Leveli jest oszałamiająca ilość - cały 1 (słownie: jeden). W sumie, po co więcej, skoro 90% graczy wyłączy tę grę po jakichś dwudziestu sekundach?

Zajęcia teoretyczne w jednostce wojskowej. Prowadzący sierżant wyrywa do odpowiedzi szeregowego Nowaka:
- Nowak, wyobraźcie sobie sytuację. Pełnicie służbę wartowniczą. Jest trzecia w nocy. Nagle widzicie, że w waszym kierunku pełznie jakiś człowiek. Co robicie?
- Odprowadzam majora Bugałę do jego kwatery, panie sierżancie.


Nasz dzielny szeregowy dysponuje bogatym arsenałem - może strzelać z broni palnej albo wykończyć wrogów granatem. I fajnie, szkoda tylko, że aby ustrzelić przeciwnika musimy podejść do niego tak blisko, że równie dobrze moglibyśmy osobiście dać mu w mordę - pociski mają nośność wyplutej gumy do żucia. O granatach lepiej nic nie mówić - latają wszędzie, tylko nie tam, gdzie powinny. Szansa, że trafimy nimi przeciwnika jest mniej więcej taka, jak na to, że Polacy zdążą ze stadionami na Euro 2012. Przeciwnicy dysponują dokładnie takim samym uzbrojeniem, a że ich przewaga liczebna wynosi zwykle cztery do jednego gra staje się prawdziwą drogą przez mękę. W takiej sytuacji najlepiej w ogóle olać wrogów i przeć naprzód - AI naszych oponentów i tak nie pozwoli im ruszyć w pościg, a nawet jeśli, to ucieczką łatwiej ich się pozbyć. Też mi "Front Line"... Nie muszę chyba mówić, że postać, w którą się wcielamy to niedorajda jakich mało - o dziwnym sposobie poruszania się już wspominałem. Żołnierz nie umie ani skakać, ani kucać (o czołganiu nawet nie wspominam), a jedynie koślawo przebierać kulasami, wydając przy tym dziwne odgłosy. O tym, że sterowanie jest toporne jak diabli, pisać chyba nie muszę.

W okopach nie ma niewierzących (wojskowe prawo Murphy'ego)

Jeśli uda nam się dotrzeć do półmetka, dostaniemy okazję pojeżdżenia sobie czołgiem, których - o cudzie! - są dwie wersje: silniejsza i słabsza, a o tym, za sterami którego zasiądziemy, zadecyduje algorytm gry. Jeśli wylosujemy słabszą maszynę w zasadzie możemy zaczynać od nowa - jeden strzał i papa. Z kolei uszkodzenie większego czołgu po pewnym czasie doprowadzi do jego eksplozji - chyba, że wysiądziemy i wsiądziemy z powrotem, wtedy wszelkie usterki znikają jak ręką odjął. I nie, nie próbujcie doszukiwać się w tym sensu - to po prostu kolejne kuriozum tej gry.

Z pamiętnika żołnierza:
- Poniedziałek. Idziemy na ćwiczenia. Spotkaliśmy dziewczynę, to ją w krzaki! To był dobry dzień...
- Wtorek. Idziemy na ćwiczenia. Spotkaliśmy chłopaka, to go w krzaki! To był dobry dzień...
- Środa. Dostałem przepustkę, idę na piwo. Spotkali mnie żołnierze idący na ćwiczenia. To był zły dzień...


Wraz ze zmianą środka transportu zmienia się też otoczenie i wrogowie. Wojacy znikają, a zastępują ich czołgi, oczywiście takie same jak nasz (obie wersje) tylko przemalowane dla niepoznaki na zielono. Są równie upierdliwe (i głupie) co żołnierze poruszający się na własnych nogach. I znów podążamy przez lasy, bajora, rzeki, zasieki i szuwary, na końcu których oczekuje na nas boss, którego zabicie to kwestia... jednego dobrze rzuconego granatu. W sumie czego innego mogliśmy się spodziewać po tej grze?

[music=wrzuta]http://yoyebie.wrzuta.pl/audio/47OXR1NJq5D/13-l.u.c-o_dziewczynce_ktora_urodzila_drukarke[/music]

A jednak jest ona w jakiś pokrętny sposób wciągająca. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale granie we "Front Line" dostarczyło mi pewnej dozy chorej rozrywki - podobnie jak każdy kolejny absurdalny odcinek "Pierwszej Miłości". Sądzę jednak, że to tylko ja tak mam. Normalnym ludziom radzę trzymać się od tej gry jak najdalej.
Od "Pierwszej Miłości" w sumie też.

Zarejestruj się, klikając tutaj, by zobaczyć link.
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
02-07-2010, 18:00 33
Post: #2
RE: Front Line
Chyba należę do 10% ;) gra toporna, chyba konwersja z konsol poprzedniej generacji. Podobna siermiężność jak w Elevator Action, innej prehistorycznej grze Taito. Gra dobra na chwilę śmiechu, ale nie tylko - czasami wyjście z krytycznej satysfakcji, gdy 4 wojaków nas otoczy daje namiastkę satysfakcji przejścia drugiego levelu hard mode'a w Juuroku Soukou Metal Stormie :P marną namiastkę. Jednakowoż raz na ruski rok to włączę.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
02-07-2010, 18:32 24
Post: #3
RE: Front Line
Gra przy drugim etapie robi się niesamowicie nudna i monotonna, jest to zasługa genialnej oprawy dźwiękowej. Wszystko w tej grze ma genialnie podłożony dźwięk plus ta muzyka która napawa nasze uszy skomplikowanymi utworami rodem z opery. Zgaduje po fikuśnej czapce i rozstawie nóg, że nasz bohater jest mongolskim żołnierzem który dopiero co pierwszy raz od 6 lat zszedł z siodła. By dopełnić grozy wojennej nasz piechur wyposażony jest w czerwony granacik który przypomina pisankę. Odgłosy maszerującego naszego bohatera też dodają do całej gry niezłego klimatu. Wrogowie po zabiciu robią coś na kształt mostka co też dodaje uroku;p
Ogólnie jak sobie przypominam tą gę to pamiętam tylko pitu pitu pitu piut fiiiuuu bum.

broń naszego bohatera wygina się jak wierzbowa gałązka, chodzi jak idiota, rzuca we wroga pisankami,zerowa grywalność, brak muzyki, debilne odgłosy, boss kpina a do tego ten mały czołg to nie wiem na co może się przydać.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
02-07-2010, 19:59 45
Post: #4
RE: Front Line
Ta gra nawet w czasach ponga uchodziłaby za totalnego gniota. W zasadzie to chyba tylko gry z legendarnego karta Action 52 mogą być uznane za większe g**no. Zaskoczyła mnie informacja o czołgach, do tej pory myślałem, że to przygody członka gwardii cesarskiej w dawnych chinach. Że niby ma obronić pałac przed atakiem rebeliantów, czy coś takiego. A tu jednak nie. Może trop z armia mongolsją wskazany przez Potaka jest dobry. Ten duży czołg to pewnie słynny T-34 otrzymamy w ramach pomocy od towarzyszy radzieckich, mniejszy jakas wymieniona za kumys chinska tankietka. Tylko nie za bardzo wiem z kim mongolowie mieli by walczyć na tytułowej linii frontu. Może to po prostu jakieś ćwiczenia, tłumaczyło by to używanie badziewnych broni. Mimo tej ciekawej fabuły gry nie polecam, jest tak toporna, brzydka i nudna, że naprawdę lepiej poogladac jakikolwiek serial.

[img][/img]
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
10-07-2010, 13:25 37
Post: #5
RE: Front Line
Jest to najgorsza gra na NES-a w jaką grałem. Właściwie grałem w nią na emulatorze i wyłączyłem ją po 2 minutach.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
09-01-2015, 17:49 36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2015 17:49 36 przez ferret.)
Post: #6
RE: Front Line
Gra jest lekko wciągająca, albo lepiej określić ją jako bardzo wciągającą, ale na krótko. Jak w nią zagrałam, to musiałam choć kilka razy przejść pasek trasy, ale później, jak dowiedziałam się, co trzeba zrobić pod koniec rundy, a zajmuje to chwilę, to już przeszła mi chęć grania.
Podoba mi się animacja wskakiwania do czołgu, trochę zajmuje przyzwyczajenie się do przycisku, który wywołuje tę akcję. Sam bohater natomiast wygląda jak patykowy ludzik, chodząc przypomina posturą któryś z etapów ćwiczenia "pajacyka". Ciekawe za to jest, jak ludzik rozgląda się, ruszając głową, nadaje to realizmu, że trzeba się rozglądać na polu walki. Nieciekawe jest natomiast, jak, zależnie od zlokalizowania postaci, w którą stronę idzie, to dziwnie się wtedy przekrzywia pistolet. Jeszcze warty uwagi jest dźwięk poruszania się czołgu, brzmi jak komiczne, kreskówkowe skradanie się postaci. Przy okazji dodam jeszcze, że granat leci trochę jak bajkowe piłki bejsbolowe, czyli nie wiadomo, na jakich zasadach, choć wygląda to na uproszczoną trasę w kształcie łuku bez uwzględnienia wymiarowości w świecie gry. Jeszcze jedno, co zauważyłam, to kuszenie, gdy jest się w miejscu zapalonego czołgu, w sensie palącego się czołgu, a nie włączonego. Tyle. Gra to typowa arcade'ówka, z której dużo, oprócz punktów, nie da się wyciągnąć. Radzę nie zawracać sobie głowy tą grą. Choć, jak kogoś natchnie, to mógłby sprawdzić, czy w kolejnych rundach jest o wiele trudniej niż w pierwszej.
Ed. Warto jeszcze wspomnieć, że nie ma pauzy, trzeba naciskać poza emulator, żeby zatrzymać grę. Natomiast w trzeciej rundzie wrogowie są dużo szybsi.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości